Najważniejsze jest to, czego nie robię. Czyli parę słów o wykluczającej alternatywie.

with Brak komentarzy

Wczorajszego poranka złamałam swoją rutynę.

Zamiast usiąść z kawą to komputera, wstałam wcześniej i wyszłam w ciemne, przenikające wilgotnym chłodem powietrze, żeby pojechać do centrum na spotkanie z moją grupą mastermind. 

Poznajcie wykluczającą alternatywę.

Doba z gumy: wykluczająca alternatywa. Dziewczyna grająca na perkusji

Żeby pojechać na spotkanie z dziewczynami, zrezygnowałam z mojego świętego porannego rytuału - kawka i pisanie. Nie żałuję ani trochę.

Choć nie udało się tym razem zgromadzić pełnego składu, chociaż każda, mimo listopadowej pluchy, była na pełnych obrotach, w biegu i czas na to spotkanie musiała wykraść ze swojego grafiku, to i tak było bardzo warto.

Wymiana doświadczeń, świeże spojrzenia na stare sprawy. Wsparcie i życzliwość. Zastrzyk fantastycznej energii. Tego potrzebowałam!

Rezygnowanie z czegoś, żeby robić miejsce na inne, to jedna z ważniejszych życiowych umiejętności. Ciągle nad nią pracuję. Wybrać to, co jest w danym momencie najważniejsze, a resztę wypuścić, nie szarpać się.

„Możesz zrobić cokolwiek, ale nie jesteś w stanie zrobić wszystkiego” - pisze Jim Muncy w książce „Czas to skarb” (pierwsza książka-poradnik, którą przeczytałam z przejęciem, od deski do deski - polecam każdemu!).

I jeszcze: „zdecydować się na coś, to zrezygnować z czegoś innego”.

To tzw. zasada wykluczającej alternatywy, która brutalnie przypomina o limicie czasu.

Nawet jeśli uda mi się, dzięki rozmaitym optymalizacjom, rozciągnąć swoją dobę, to i tak ilość czasu, którą mam do dyspozycji, jest ograniczona. Wybierając jedną rzecz, automatycznie rezygnuję z szeregu innych.

Dlatego kluczowe jest sprawdzanie w każdym momencie dnia, co jest dla mnie najważniejsze. 

Pisanie jest dla mnie ważne. Ale tamto spotkanie było ważniejsze, dlatego zrezygnowałam z pisania.

Żyjemy w czasach klęski urodzaju i takie wybory przydarzają się nam nieustannie.

Jadąc na wakacje na Sycylię, puszczam kantem masę innych miejsc we Włoszech, nie mówiąc już o Hiszpanii, Chorwacji i paru tuzinach innych ciekawych, pięknych krain które też chciałabym zobaczyć.

Poświęcając czas na naukę gry na bębnach, pokazuję środkowy palec lekcjom tańca, norweskiego i emisji głosu.

Czytając jedną książkę, rezygnuję z szeregu innych, superciekawych książek, na które też mam ochotę.

Dzięki temu, z czego zrezygnowałam, mam szansę naprawdę poczuć Sycylię, nauczyć się nieźle grać na perkusji i wynieść coś z czytanej książki.

A Ty, z czego dzisiaj zrezygnujesz? Na co masz ochotę, ale jej nie ulegniesz, żeby zrobić miejsce na inne, ważniejsze dla Ciebie sprawy?

Leave a Reply