Spotkanie z kobietą-rakietą, Kazimierz, Wawel i Kocia Kawiarnia

with 2 komentarze

Mgły na polach pod Włoszczową wygląły przepięknie wczoraj o szóstej rano. Mogłam się im przyjrzeć bardzo dokładnie, dzięki uprzejmości PKP, które, jak zwykle, zapewniły postoje widokowe pomiędzy stacjami. Na szczęście (kosztem pobudki o pogańskiej 4:00) miałam 2 godziny zapasu i zdążyłam na spotkanie z Karoliną do Cafe Cytat na krakowskim Kazimierzu.

 

Ściana z cytatami w Cafe Cytat w Krakowie

Wahałam się, czy jechać - w końcu mam tyle innych zobowiązań, a ja zamiast siedzieć na tyłku i odhaczać kolejne 'poważne' punkty, bawię się w reporterkę. Ale potem pomyslałam - hola hola, przecież bardzo chcę zrobić ten wywiad. Zależy mi na tym, żeby poznać Karolinę - więc w imię czego mam z tego rezygnować? Poza tym, co to znaczy 'bawię sie' - robię wywiady, koniec kropka. Ok, dopiero się uczę. Dyktafon kupiłam przedwczoraj (wcześniej głupio mi był zaproponować rozmówcom nagrywanie (!), więc próbowałam zapamiętywać najciekawsze wątki. Odtwarzanie rozmów z pamięci było piekłem). Ale czy to mi jakoś umniejsza? Każdy kiedyś zaczynał.

Namiar na Karolinę dostałam od przyjaciółki - Marty. Dziewczyny poznały się na Haiti. Karolina koordynowała tam z ramienia fundacji budowę szkoły, którą Marta zaprojektowała wraz z gruą znajomych architektów.

"Po prostu musisz z nią porozmawiać" - orzekła Marta. "Ona się wpisuje w tematykę Twoich wywiadów jak mało kto". "Ale przecież Karolina nie zrobiła sobie przerwy na podróż - podróże to jej styl życia" - oponowałam. "No to co?" - z takim argumentem trudo mi było polemizować, więc napisałam do Karoliny. Akurat była w Krakowie - trzy miesiące pomiędzy pracą w Nepalu, a wyjazdem do Libanu. Chociaż stwierdzenie "była w Krakowie" okazało się dość teoretyczne - w tym czasie zdążyła wyjechać na rajd konny do Gruzji, współorganizować festiwal górski w Lądku Zdrój i zaliczyć w Szwajcarii szkolenie organizowane przez fundację, w której pracuje.

Udało mi się ją złapać dosłownie w ostatniej chwili. W poniedziałek rano wylatuje do Libanu na rok. Przypuszczałam, że w ferworze przygotowań znajdzie dla mnie godzinkę, maks 2 - ale miałam dobre przeczucie, żeby się nie umawiać z innymi krakowskimi znajomymi na kawę - rozmawiałyśmy bite 5 godzin! Na pytanie, czy jest spakowana, powiedziała, że nie, ale to nie problem, najwyżej zarwie nockę. Przecież i tak się wyśpi w samolocie. Jestem pod ogromnym wrażeniem jej otwartości, hojności w dzieleniu się czasem i wspomnieniami, energii, poczucia humoru, podejścia do życia. Ta dziewczyna to prawdziwa petarda, dynamiczna, bezkompromisowa, głodna życia i przygód.

Zdążyłam się opić koktajlu w Cytacie, pochłonąć zapiekankę-giganta z kazimierzowskiego okrąglaka, pożreć przepyszne lody - a Karoli wcale nie kończyły się historie i anegdoty. Nie mogłyśmy się nagadać, a kiedy się w końcu rozstałyśmy, zostałam jeszcze chwilę na trawie u stóp Wawelu i wystawiajac twarz do słońca, trawiłam to wszystko, co od niej usłyszałam. To będzie niesamowity wywiad...

Dzień zakończyłam honorową rundą po dziedzińcu zamku (za każdym razem, gdy tu jestem, nie mogę się powtrzymać, żeby nie poczuć pod stopami wygładzonych wiekami kamieni) i kawą w kociej kawiarni. Słyszałam o tym cudzie już wcześniej i stwierdziłam, że to będzie idealne zakończenie tego niesamowitego dnia. Koty były oczywiście zachwycające (tak, wiem, mnie zachwyca każdy jeden kot), ale niestety tylko koty. Kawa poślednia, a wystrój obskurny i bez polotu. Właściciele uznali widocznie, że koci marketing zdziała cuda (i działa faktycznie) i poza tym nietrzeba kiwnąć palcem. Szkoda, bo mogłoby to być naprawdę wyjatkowe miejsce.

Mimo kawy, w pociągu padłam jak kawka. To był długi dzień. Bardzo dobry dzień.

 

 

2 Responses

  1. Bea Chiara
    | Odpowiedz

    uwielbiam tą kawiarnię ;)))

    • Olga
      | Odpowiedz

      koty + kawa – dla mnie zestawienie idealne :))

Leave a Reply