Rutyna – wróg czy przyjaciel?

with 2 komentarze

Kiedyś nie znosiłam rutyny.

Odkąd pracuję i walczę o czas na to, co kocham, powtarzalne nawyki stały się moim najpotężniejszym orężem. Wytrącona ze rytmu, długo wracam na swoją trajektorię.

Doba z gumy. Rutyna. Sylwetka skaczącej kobiety na tle zachodzącego słońca

Nagły wyjazd, przetasowanie planów, spontaniczny wyjście na miasto - w zależności od charakteru, jakim dysponujesz, te hasła mogą dla Ciebie brzmieć jak zapowiedź koszmaru albo świetnej zabawy.

Ja zawsze skłaniałam się ku tej drugiej interpretacji. Nadal zresztą lubię niespodzianki i przełamywanie monotonii. Sęk w tym, że każda zmiana harmonogramu dnia mnie rozbija.

Czuję się jak wychylona wańka-wstańka, która potrzebuje czasu na powrót do pionu.

Może to kwestia wieku? W młodości po imprezie do rana, następnego dnia szło się na wykład i jakoś dawało radę. Dziś po późniejszym powrocie do domu po prostu nie potrafię zwlec się z łóżka o stałej porze i wszystkie pozostałe plany sypią się jak domino.

Jak wczoraj. Jak dziś.

2 Responses

  1. Etteb
    | Odpowiedz

    Mam swoje tzw: rytualy , nie znosze slowa „rutyna” , jest mi z tym dobrze i moga ogarbac , coraz to krotszy , umykajacy zbyt szybko czas !

    • Olga
      | Odpowiedz

      hehe, z mojego punktu widzenia, nie ważne, jak się nazywają, byle działały 🙂 pozdrawiam!

Leave a Reply