Równowaga między produkcją a zdolnością produkcji, czyli dobry weekend

with Brak komentarzy

Nowy projekt pochłonął mnie tak bardzo, że zajmowałam się nim w każdej wolnej chwili. Zrezygnowałam z wyjść na miasto, odpoczynku, sportu. W końcu zmęczyłam się do tego stopnia, że projekt poleciał w kąt na parę miesięcy.

Stephen Covey powiedziałby: nie zachowałam równowagi między produkcją a zdolnością produkcji.

Doba z gumy: równowaga między produkcją a zdolnością produkcji. 2 kubki kawy i muffinki na stole

O „Siedmiu nawykach skutecznego działania” słyszałam już z paru źródeł. Niektórzy, jak Plannerka, twierdzili, że ta książka zmieniła ich życie. W końcu sięgnęłam po nią i ja.

Gdybym miała streścić przesłanie Coveya w jednym zdaniu, ujęłabym to mniej więcej tak: „Weź odpowiedzialność za swoje życie”.

Autor „Siedmiu nawyków…” jasno nazywa wartości, które wyznaje: integralność, spójność przekonań i czynów, nadrzędna rola zdefiniowania swojej życiowej misji i podporządkowania jej wszystkich działań.

Brzmi to wszystko nieco górnolotnie i faktycznie, język może odstraszać, ale warto się przebić przez tę otoczkę, bo Covey pisze naprawdę sensownie i nie poprzestaje na jałowym filozofowaniu. Opisuje też konkretne techniki, które, jeśli stosować je regularnie i, nomen omen, nawykowo, znacznie zwiększają skuteczność działania.

Jedna z nich (tą, której mi zabrakło) jest zachowanie równowagi między P (produkcją) a ZP (zdolnością produkcji). O co chodzi? Covey wyjaśnia to na przykładzie anegdoty o rolniku, którego gęś znosiła codzienne złote jajo.

Dla niecierpliwego rolnika tempo 1 sztuka na dzień było za wolne, zabił więc gęś, żeby szybko wydłubać z jej wnętrza pokłady złotych jajek. Zapasu jaj w gęsi oczywiście nie było, a rolnik utracił sposób na zdobycie kolejnych błyskotek.

Morał z tego taki - dbaj o swoje narzędzie, jeśli chcesz, żeby długo i sprawnie produkowało Ci zyski. Możesz je oczywiście wycisnąć jak cytrynę i zyskać chwilowo lepsze efekty, ale wtedy długo nie pociągnie.

Zamęczoną gęsią może być auto piłowane przez lata bez konserwacji albo pracownik, któremu permanentnie dowalają nadgodziny. Gęsią mogę być też ja sama - nastawiona na wyciśnięcie z siebie maksimum, odmawiająca sobie przerw, działająca na 120 %.

Obroty można zwiększyć chwilowo, ale jeśli ten stan się utrwala, prędzej doprowadzi do wypalenia niż oszałamiającego sukcesu. Łatwo o tym zapomnieć, zwłaszcza kiedy pracujesz, tak jak ja, nad projektem, który uważasz za świetny, potrzebny i nie możesz doczekać, kiedy ujrzy światło dzienne. 

Odpoczęłam i wróciłam do prac nad moim projektem (pochwalę się nim wkrótce), ale bogatsza o doświadczenie, tym razem dbam o równowagę P/ZP.

Dlatego w ten weekend znalazłam czas na siedzenie przy komputerze, ale również na spacer i kawkę ze słodkościami. Miały być rogale marcińskie, ale że do Poznania daleko, zadowoliliśmy się muffinkami, też pysznymi. Podkarmiona gęś może znów zabrać się do pracy.

Leave a Reply