Rower to jest świat!

with Brak komentarzy

Rozmawiałam wczoraj z koleżankami o gromadzeniu rzeczy. Doszłyśmy do wniosku, że im więcej człowiek zarabia, tym bardziej obrasta w niepotrzebne graty.

Rower: kobieta stoi przy rowerze latem, na skraju polnej drogi

Mnie samej daleko do minimalizmu, chociaż od paru lat staram się w miarę możliwości redukować dobytek (kolejna przeprowadzka na 70 pudeł daje do myślenia).

Ale gdybym miała wymienić jedną rzecz, której nie pozbyłabym się za żadne skarby, byłby to rower. Nie jakiś konkretny (mój 20-letni się rozsypał, nowy mi ukradli, teraz jeżdżę na odziedziczonym, który jest na mnie za duży), ale rower w ogóle.

Uwielbiam się przemieszczać na rowerze po mieście. Jazda sprawia mi dziką przyjemność, czuję się kompletnie wolna. Mogę zmienić ścieżkę, pojechać na około, zatrzymać się, żeby pogapić się na kaczki. Jeśli mam ochotę, mogę rozpędzić się z górki.

W ciągu tygodnia, droga do i z pracy to najmilsza chwila dnia, nawet kiedy pogoda nie rozpieszcza, wyczekuję momentu, żeby wskoczyć na koń.

Jeszcze bardziej lubię jeździć na rowerze po lasach, łąkach i polach. Rozpędzać się, czuć ten pęd na policzkach, wdychać pył drogi.

Sezon powoli się kończy. Przy dobrych wiatrach jeszcze miesiąc pojeżdżę, ale potem będzie trzeba schować rower do kanciapy i jakoś przetrwać do wiosny.

Leave a Reply