Refleksja nad kawiarką, nieudany wypad na basen i nowe wyzwania

with Brak komentarzy

Zastanawiam się, czy komukolwiek kiedykolwiek udało się wyprodukować 6 filiżanek espresso z kawiarki, która w teorii jest przeznaczona do parzenia takiej właśnie ilości kawy?

Kawiarka na 6 filiżanek espresso (teoretycznie)

Ja co rano przygotowuję w niej kubek dla siebie - sporadycznie również dla M. i to się jeszcze jakoś udaje. Ale już kiedy przyjdą goście i mam wyprodukować 3 kawy, nawet americany z dodatkiem wody, wychodzi jakaś okropna lura. Po mojemu to jednak ściema z tymi 6 espresso.

Wczoraj wieczorem podjęłam kolejną próbę powrotu na tory zdrowego trybu życia. Po wielogodzinnych rozważaniach - iść czy nie iść na basen, czy może jednak korzystać z powietrza, a może jednak zaplanować kwartał, który właśnie się zaczął, więc to jest dobry moment, żeby go w myśl wszystkich zasad planowania zaplanować, wciąż też czeka mnie temat zmiany szablonu na stronie, a czas się kurczy itp. itd. - w końcu podjęłam męską decyzję - idę!

Spakowałam się, pojechałam, zdążyłam się zirytować podejściem pani w szatni, oczywiście frontem do klienta ("Nie, nie przyjmę hulajnogi.Może sobie pani schować pod schodami"), wykonać skomplikowaną operację przypinania hulajnogi do barierki przy pomocy zbyt krótkiej linki, przebrać się, wejść na basen i odkryć, że zapomniałam czepka. Miałam jeszcze cichą nadzieję - zepnę włosy, może mnie nie zauważą.  Oczywiście zauważyli natychmiast - zdołałam przepłynąć jedną długość basenu. Nic to, pójdę na saunę - pomyślałam. Sauna mi się przyda. Wieczory są bardzo chłodne, a ja jestem połamana, w sume całkiem fajnie się składa. Wygrzeję się i zrelasuję w saunie.

Sauna była zamknięta.

Ale dziś nowy tydzień, nowy kredyt od życia, patrzę mu optymistycznie w twarz. Ten tydzień upłynie pod znakiem muzyki. Mam 2 próby z różnymi składami. (ha!) Dzięki uprzejmości sąsiadki z dołu, która zaprotestowała przeciwko 'łupu-cupu' (cholera, myślałam, że nie słychać tej stopy przez dywanik), umówiłam się też na ćwiczenie w salce, a na akustycznej perkusji gra się bez porównania przyjemniej niż na elektronicznej namiastce. No i zapisałam się na lekcję!

Mam co prawda tremę, "bo tyle lat już gram, więc powinnam lepiej", ale ta zdroworozsądkowa część mojego umysłu, która nie daje się porwać emocjom mówi mi, że a) przecież po to idę na lekcję, żeby się nauczyć, b) nauczyciel ma w pompie, jaki jest mój poziom,  oraz c) że nic nie powinnam.  Staram się jej uwierzyć. Piękne słońce za oknem napawa optymizmem. To będzie dobry tydzień.

A jak u Was? Też miewacie takie irracjonalne lęki? Jak Wam się udaje z nimi radzić?

 

Leave a Reply