Poranna rutyna zaczyna się wieczorem

with Brak komentarzy

Próbuję od niedawna wypracować poranną rutynę, dzięki której zaoszczędzę rano czas na wykonywaniu czynności niezbędnych i odzyskam go dla siebie. Ale żeby móc odzyskiwać, trzeba mieć najpierw z czego (nie uszczknę za wiele, jeśli wstanę, jak miałam w zwyczaju, pół godziny przed pracą), więc pierwszym krokiem jest wyrobienie nawyku porannego wstawania.

Poranna rutyna zaczyna się wieczorem: książka, zegar wskazujący 1:00 i lampka w ciemności

Nie ukrywam, że jest to dla mnie bardzo trudne. Przez lata byłam wybitnym śpiochem i czułam się z tym świetnie. Ale myśl, że kiedy zwlekę się z łóżka o 6, zyskuję blisko 3 godziny tylko dla mnie - na pisanie, czytanie, cichutnie granie, spokojne picie kawy - jest bardzo kusząca. To jest zupełnie inna jakość czasu niż tego popołudniowego, szarpanego i nadgryzanego przez różne pojawiające się znienacka zobowiązania i rozpraszacze.

Sytuacja ta idealna ma tylko jeden mankament - trzeba wstać o 6. Dziś szło wyjątkowo opornie.

Próbując rozkleić ciążące jak kowadła powieki i odgonić myśli racjonalizujące pozostanie w łóżku, przypomniałam sobie widok zegarka przed zgaszeniem światła: 0:30. I wszystko jasne. Nie ma szans wstać wyspanym po 5,5 godzinach snu.(chociaż znam jedną osobę, która się wysypia w 4 godziny, ale moim zdaniem jest mutantem, choć bardzo sympatycznym)

Dotarła dziś do mnie boleśnie prawda, przemilczana przez podręczniki rozwoju osobistego - poranna rutyna zaczyna się już wieczorem. Od odmówienia sobie "jeszcze jednego rozdziału" i solenne zgaszenie światła o 23. Inaczej cały misterny plan trafia szlag.

 

Leave a Reply