Cześć, jestem Olga!

 

Rozciągam swoją dobę

i mam czas na wiele rzeczy. Na przykład na spełnianie marzeń.

Ale nie zawsze tak było.

Odkąd pamiętam,

miałam w sobie olbrzymi głód życia.

Chciałam dużo tworzyć, podróżować, spotykać się z ludźmi, działać,

ale niezbyt mi to wychodziło.

A kiedy zaczęłam pracować na etacie,

przestało wychodzić zupełnie.

Zagarnęła mnie wtedy fala prozy życia.

Żyłam od urlopu do urlopu. Nierealizowane pomysły i plany zaczęły piętrzyć się w mojej głowie, uciskając na skronie. Wrzód frustracji rósł.

 

Aż przyszedł dzień,

który był jak przestawienie zwrotnicy. Pojechałam na warsztaty kreatywnego pisania, o którym marzyłam od lat. I choć za wiele wówczas nie napisałam, bo blokady trzymały mnie mocno, to złapałam bakcyla Nowego.

 

Nie oznacza to, że z dnia na dzień wszystko się zmieniło.

Wprost przeciwnie. Z początku nawet nie wiedziałam, że jadę już po innym torze. To był dla mnie, pod wieloma względami, trudny okres. Dużo pracy, przedłużający się remont mieszkania, odejście teoretycznie bliskiej osoby z rodziny, z którą dawno straciłam kontakt. Byłam przytłoczona, zmęczona i skołowana.

 

I właśnie wtedy,

w momencie największego naporu codzienności, pod wpływem impulsu zapisałam się na dwa wydarzenia - roczne szkolenie z przedsiębiorczości i 4-dniowy warsztat z grania rock’n’rolla. Oba otworzyły mi oczy - okazało się, że na świecie jest cała masa ludzi, którzy żyją zupełnie inaczej niż ja!

Na fali tej zmiany, spełniłam jedno ze swoich marzeń - to o pisaniu - i założyłam Dobę z gumy.

 

Początkowo pisałam z wielkim entuzjazmem

o zmianach i nowych smakach życia. Energicznie rzucałam się w kolejne projekty. Odświeżyłam młodzieńczą pasję muzyczną, zaczęłam przeprowadzać wywiady, zafascynował mnie WordPress.

 

A potem przyszło załamanie

Nie mogło być inaczej. Nie można po prostu nagle zacząć robić 2 razy więcej w tym samym czasie.

Wtedy przekonałam się o wadze ustalenia długoterminowych celów, priorytetów i o sile, jaka tkwi w nawykach. Zaczęłam zgłębiać książki o zarządzaniu czasem, do których wcześniej podchodziłam jak pies do jeża. Przyznaję, że uratowały mi skórę.

 

Z czasem wyklarował mi się kierunek.

Wiem, czego chcę i dążę do tego. Nie każdy dzień jest idealny, ale każdy odrobinkę przybliża mnie do tego, co dla mnie najważniejsze.

Świadomość kierunku jest źródłem wewnętrznej siły i spełnienia. To moje największe jak dotąd życiowe odkrycie (na równi z tym, że życia nie należy odkładać na później).

 

Dzielenie się doświadczeniami z tej drogi i inspirowanie do zmian to misja tego bloga.