Co ma koło życia do maty do jogi z Biedronki

with 6 komentarzy

Liście jaworów, skadrowane przez ramę okna w moim pokoju, są lekko pożółkłe, mokre i falują intensywnie w podmuchach chłodnego wiatru. Idąc do kuchni, zerknęłam na termometr – upał, 11 stopni. Wszystkie te twarde dane nie zniechęciły M. do wdziania obuwia sportowego i wyjścia na przebieżkę po lesie.

Mogłam pójść z nim. Zamiast tego siedzę w ciepłej pościeli, piję kawę, a każda komórka mojego ciała kiwa głową, pełna aprobaty dla mojego wyboru. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie świadomość, że ten wybór kiedyś się na mnie zemści. Właściwie już zaczyna się mścić.

 

Koło życia - niebieska mata do jogi na podłodze koło okna balkonowego

 

Wykonywałam ostatnio zalecane przez wielu trenerów rozwoju osobistego i innych takich szarlatanów ćwiczenie o nazwie ‘koło życia’. Dowiedziałam się o nim z tego artykułu Plannerki. O co chodzi?

Jeśli czujesz, że Twoje życie jest niezbilansowane, że ogólny układ szwankuje, jest to jeden z możliwych pierwszych kroków do zmiany, sposób na postawienie diagnozy.

W dodatku banalnie prosty: koło dzieli się na 8 ćwiartek, z których każda odpowiada jakiemuś obszarowi życia (praca, rodzina, miłość, finanse, zdrowie, odpoczynek, rozwój, otoczenie). Kiedy mamy już narysowane koło, bawimy się w kolorowankę. Środek koła to 0% zadowolenia z jakiejś dziedziny, na obwodzie dobijamy do setki. Ukończony rysunek obrazowo pokazuje, jakie dziedziny zapuściliśmy i uświadamia, że nie pozostaje to bez wpływu na całą resztę (takie pokrzywione koło płynnie się raczej obracać nie będzie).

U mnie najszczuplej pokolorowanym kawałkiem pizzy okazało się „zdrowie i aktywność fizyczna”. Nie było to dla mnie zaskoczeniem, czuję to od jakiegoś czasu w krzyżu. Trudno się zresztą dziwić, skoro wyjściu na basen czy jogę nadaję zwykle najniższy priorytet, z kategorii „jak zdążę”. Zawsze szkoda mi czasu, bo mam coś ważniejszego do zrobienia.

Ta niefrasobliwość odbija się niestety na jakości mojego samopoczucia. Zmęczenie i wieczna senność są nie tylko zwyczajnie upierdliwe. Obniżają też moją produktywność, w związku z czym swojego czasu (łącznie z tym zaoszczędzonym na ćwiczeniach) nie pożytkuję w pełni. Jest mniej wartościowy. Z czego wynika, że powinnam jednak coś z tym fantem zrobić, jeśli już nawet nie z myślą o świetlanej przyszłości, to po to, żeby mieć każdego dnia więcej energii na rzeczy, które są dla mnie najważniejsze.

Pierwszy krok do zmiany już wykonałam. Wczoraj kupiłam w Biedronce matę do jogi (OK, nie wybrałam się po nią specjalnie do sklepu sportowego. Zgadzam się, był to do pewnego stopnia przypadek, że akurat rzucili maty w Biedronce. Ale istnieją teorie głoszące, że nie ma przypadków i mam tendencje do zgadzania się z nimi).

A jak to wygląda u Ciebie? Która dziedzina zaburza płynny ruch koła? Zamierzasz coś z tym zrobić?

 

PS

M., który jest moim Honorowym Pierwszym Czytelnikiem, po powrocie z biegania przeleciał wzrokiem tekst i skrzywił się z niesmakiem: „Uwielbiam takie gadanie. Kupienie maty to nie jest żaden pierwszy krok. To chomikowanie rzeczy.”

Dobrze więc, poprawiam się – pierwszym krokiem będzie jutrzejsze (jutrzejsze! – Dzień dobry przyjaciółko prokrastynacjo!) koślawe powitanie słońca na tej właśnie macie. Howgh!

 

PS2

Na mojej ukochanej wsi po ulewach i wichrach nie było wczoraj Internetu, więc tekst publikuję dzień później. Uprzejmie donoszę, że wykonałam dziś na nowej macie sekwencję paralitycznych wygibasów, które zapewne każdego jogina przyprawiłyby o atak śmiechu - ale pierwszy krok moim zdaniem nabrał mocy urzędowej.

 

 

6 Responses

  1. Bea Chiara
    | Odpowiedz

    aha i jeszcze tylko dodam,że jak wiem,że nie dam rady wstać,bo np.zarwałam nockę(co już mi się tak nie zdarza od jakiegoś czasu,kiedyś to była u mnie norma)albo mam gości,pilną sprawę itd. to po prostu odpuszczam i śpię 😀 ( chodzę głównie na poranne zajęcia).

    • Olga
      | Odpowiedz

      aaah, sztuka odpuszczania to jest w ogóle osobne wielke zagadnienie. na pewno jeszcze będę o tym pisać, bo to dla mnie wyjątkowo ważne!

  2. Bea Chiara
    | Odpowiedz

    Olga,według Pani swojego czasu,dostałabyś mega plusa za pracę nad sobą małymi krokami,a właściwie to wielkimi krokami;) Wg.Oli, najpierw myślisz o macie,potem ją kupujesz i stawiasz przy wejściu,po miesiącu ją rokładasz i oglądasz..itd 😀 A Ty nie dość,że kupiłaś,to od razu użyłaś! Gratulacje 🙂 Ja mogę tylko powiedzieć od siebie,że kiedyś też ledwo dawałam radę chodzić na jogę raz w tygodniu i co drugi tydzień o dziwo znajdywała się zawsze jakaś ważna wymówka,żeby jednak sobie odpuścić ( najlepsze było: ojej odjechał mi autobus,już nie zdążę,pójdę za tydzień :D) Pewnego razu,gdy kolejny raz nastawiłam budzik na poranne zajęcia o 7.30 z myślą „zobaczę jak się będę rano czuła,najwyżej nie pójdę”i nie poszłam ponieważ tak się długo zastanawiałam,raz po raz wyłączając drzemkę w telefonie,że już się nie opłacało wyjść bo było po czasie, dotarło do mnie,że nie ma nic bardziej frustrującego niż lekceważenie siebie.Bo ani się nie mogłam wyspać ani nie ćwiczyłam..Od tamtej pory zrozumiałam,że albo CHCĘ i to robię albo NIE CHCĘ i tego nie robię ;D Wydrukowałam cały grafik mojej instruktorki,zaznaczyłam dni i godziny zajęć które mi pasują( najlepiej każdego dnia,albo min.3 razy w tyg.) i dostosowałam cały swój plan do tego.Dzięki temu ćwiczenia nie kolidują mi z pracą a jak ktoś chce się ze mną umówić,to podaję mu godzinę po zajęciach.Czas na jogę jest stałą pozycją w moim planie dnia. I tak z dnia na dzień zaczęłam chodzić na zajęcia 4 razy w tyg.Po 2 miesiącach byłam tak zaskoczona jak moje ciało się wzmocniło,że pokochałam ten rytm :)) od tamtej pory mija 2 rok,teraz chodzę 3 razy,bo zmieniłam pracę a szkoda mi opuszczać „moją grupę”(to też mnie zaskoczyło,bo kiedyś chodziłam na przypadkowe grupy i nie czułam się pewnie wśród obcych osób, a teraz poznałam moje dziewczyny i jest super:) Oczywiście zdarza mi się raz na jakiś czas opuścić zajęcia,ale jak masz swój rytm to nawet po przerwie wiesz jak do niego wrócić.Z własnego doświadczenia uważam,że lepiej chodzić częściej niż rzadziej bo ciało się przyzwyczaja do ruchu i odwdzięcza Ci się zdrowiem a nie zakwasami 😉 Niedawno też zrozumiałam,że człowiek jest jak akumulator,nie używany niszczeje i słabnie.Więc receptą na to,że nie ma się siły jest wejście w ruch a energia sama się wytworzy 🙂 ściskam mocno i kibicuję! <3

    • Olga
      | Odpowiedz

      Bea! Krok może i był zdecydowany, ale pracę myślową uprawiałam wcześniej bardzo długo, więc nie wiem, czy się załapuję na jakieś punkty PSC 😉 Zgadzam się ze wszystkim, co piszesz – stałe godziny, uznanie, że ćwiczenia są dla mnie ważne, potraktowane ich jako stałego zobowiązania, a nie ‚jak się uda’ (vide czas sztywny i czas elastyczny) to podstawa, żeby w zabieganej codzienności znaleźć na to regularnie czas. Cieszę się, że Tobie się udaje i mam nadzieję, że niedługo będę mogła o sobie powiedzieć to samo. A porównanie z akumulatorem też mi kiedyś przyszło na myśl – nawet popełniłam w tym temacie tekst, z naszym ukochanym Volvo w roli głównej 😉 ściskam Cię, buziaki! <3

  3. Aga czyli Plannerka
    | Odpowiedz

    Cudowny tekst, ale mięsko <3 ! Bardzo się cieszę z tych Twoich kroków, i kibicuję Tobie z całego serca!! A kupno maty to soczysty krok, i ile daje radości 😀 !!
    U mnie najmniejszym trójkącikiem są od jakiegoś czasu podróże, czyli zabawa/odpoczynek/rekreacja. I mam takie marzenie, czyli cel, czyli plan 😀 żeby to na nich się skupić po zamknięciu tego roku. To będzie eksperyment z wypisaniem i zaplanowaniem wielu atrakcji, choćby najdrobniejszych, i nieodkładaniu ich pod naporem bieżączki. Będę się tu doszkalać na Twoich tekstach o podróżnikach <3

    • Olga
      | Odpowiedz

      Dziękuję!! <3 Za miłe słowo, ale przede wszystkim za masę inspiracji - i bardziej ogólnożyciowych i tych mocnych konkretów. Dają mi bardzo wiele (przede wszystkim nadzieję, że da się o wiele więcej 🙂 ) Ale Ci zazdroszczę planowania tego przyszłego roku z akcentem na podróże! Idealny tekst szkoleniowy dla Ciebie właśnie obrabiam - rozmowę z dziewczyną, która jeździ po świecie co prawda zawodowo (teraz jest w Libanie), ale oprócz tego znajduje czas na konie, sufing, taniec, wspinaczkę (jakieś takie drobne Mont Blanc od czasu do czasu), narty (jest instruktorem) i jeszcze parę innych drobiazgów. Jej doba jest chyba z gumy arabskiej. Albo innej guar 😉

Leave a Reply