Jak optymalnie planować czas, czyli o plany vs realia.

with 4 komentarze

Weekend śmignął mi nie wiem kiedy, ale dobrze wiem, co mi go wypełniło: dużo grania, sporo pisania i porządkowania, rowerowe włóczęgi po mieście. Choć oczywiście wszystkiego mniej, niż planowałam.

 

Optymalnie planowanie: notes, pióro, zegarek na białym stole

Zastanawiam się, czy tylko ja szacuję zapotrzebowanie na czas zbyt optymistycznie? Zakładam, że wyrobię się z zadaniem w godzinę, a potem w bólach mieszczę się w 2? Co ciekawe, dotyczy to większości czynności, które sama sobie zlecam. Bo te zlecane przez innych dziwnym trafem udaje się oddawać w zadeklarowanych terminach…

Najgorsza jest ta frustracja: tyle miałam planów, założeń, a z trudem odhaczyłam ledwie połowę.

Oczywiście, można do sprawy podejść od drugiego krańca i zakładać znacznie mniej, niż jest się w stanie zrobić, a potem pławić się w dzikiej satysfakcji z wyrobienia 200% normy. Ale wszak nie o to chodzi.

Ciekawa jestem, czy realistycznego planowania czasu na kreatywne czynności można się nauczyć. Bo przecież nie mam problemu z oszacowaniem, ile zajmie mi mycie zębów (zwłaszcza, odkąd mam elektryczną szczoteczkę z minutnikiem), dojechanie rowerem do pracy czy zapłacenie rachunków.

Schody zaczynają się, kiedy próbuję założyć, ile zajmie mi napisanie strony tekstu. Albo dobór zdjęć i kolorów na stronę.

Niektórzy twierdzą, że sekret tkwi w wyznaczeniu sobie nieprzekraczalnego (oczywiście realnego) terminu ukończenia zadania i wypuszczania efektu w świat niezależnie od stopnia jego wymuskania.

W myśl zasady: Zawsze przecież mogę to zrobić jeszcze trochę lepiej, ale zrobione lepsze od idealnego. Ale czasem idzie jak po grudzie, a przecież nie o to chodzi, żeby produkować gnioty..?

Druga szkoła jazdy jest taka, żeby z dzienniczkiem w ręku planować, ile dana czynność zajmie, a potem w tym samym dzienniczku zapisywać, ile zajęła faktycznie. A potem wyciągać wnioski i planować coraz bardziej realistycznie.

Świetnie, tylko że tutaj bardzo dużo zależy od dnia. Są poranki kiedy wstaję z energią Ksawerego i odwalam robotę z robotniczą pieśnią na ustach. Ale w inne dni wszystko idzie jak, by zacytować mojego kolegę z pracy, krew ze śledzia. Jak tu porównywać w takiej sytuacji czasy?

Przyznaję, że nie wypracowałam jeszcze systemu w tym zakresie. Ciągle testuję różne podejścia i sprawdzam efekty. Czasem jest dzika satysfakcja, ale jednak częściej frustracja.

Bardzo jestem ciekawa, jak to wygląda u Ciebie? Planujesz realistycznie? Udaje Ci się dotrzymywać Twoich własnych wewnętrznych terminów? Daj znać w komentarzach!

 

 

4 Responses

  1. Marta
    | Odpowiedz

    Sorry bejb, ale to kobiecy cykl. Pogódź się z tym i planuj ilość zadań adekwatnie do fazy cyklu.
    Serio. Działa.
    Pomijasz cały aspekt frustracji, ze „przecież miałam tyle zrobić, a nie oddaliłam nawet polowy” a masz np dzień-dwa przed okresem… za 5-6 dni będziesz pracować jak górnik na przodku i nawet nie zauważysz kiedy cala lista zadań będzie skreślona. i jeszcze zostanie Ci energii na dziarski spacer do parku.

    • Olga
      | Odpowiedz

      Zgadzam się w 100%. Tylko strasznie łatwo o tym zapomnieć, kiedy się leci w narzuconym tempie. Dzięki za przypomnienie! 🙂

  2. Ewa
    | Odpowiedz

    Jak już planowałam(ostatnio w sierpniu w wyzwaniu Ani Piwowarskiej) to zakładałam sobie plan minimum i maksimum, na tydzień. I chyba takie coś się u mnie najlepiej sprawdzało. Robiłam COŚ (czyli minimum zrealizowane), a jak starczyło czasu/chęci/formy to dopadałam maksimum albo środka. W ten sposób byłam do przodu i bez wyrzutów sumienia.
    Natomiast jak planowałam kiedyś rzeczy na każdy dzień (pomijając spotkania/wizyty u lekarza) to za żadne skarby takie coś nie działa na mnie motywująco, a dodatkowo też było tego za dużo (może już na wstępie się poddawałam?)

    • Olga
      | Odpowiedz

      Hej Ewa, dzięki za podzielenie się Twoim patentem! Brzmi bardzo dobrze: plan minimum, który muszę zrobić + reszta w bonusie (czyli poprawiające nastrój przekraczanie normy :)). Wypróbuję na pewno! pozdrawiam Cię ciepło! 🙂

Leave a Reply