Czytam więc panikuję

with Brak komentarzy

Lubię czytać.

Ale kiedy czasem pomyślę o tym, ile książek wisi na mojej liście, ilu świetnych pisarzy nawet jeszcze nie musnęłam, nie mówiąc już o poznaniu ich stylu, czytanie staje się dla mnie torturą.

Czytałam od małego. Byłam introwertycznym, grubawym i mało ruchliwym dzieckiem, które najlepiej się czuło we własnym towarzystwie, książka była więc zabawką idealną.

Pochłaniałam w tym czasie pasjami serie przygodowe i podróżnicze, wszystkich Tomków, Panów Samochodzików, Indian i dzielne psy. Sienkiewicza jadłam łyżkami.

Gdy zaczęły buzować hormony, doceniłam ckliwe romantyczne wątki u Musierowicz, ale prawdziwą miłością pokochałam kryminał. Nie gardziłam również innymi gatunkami strachu - pamiętam fazę na thrillery medyczne, które pochłaniałam z wypiekami na twarzy - ale ponieważ nad wszystko cenię śmiech, to czarne poczucie humoru Chmielewskiej miało na mnie największy wpływ.

Kierunek studiów wybrałam w przeświadczeniu, że każda pracownia architektoniczna jest sceną zabawnych przygód i perypetii. Niestety okazało się, że największą przygodą jest próba wynegocjowania z szefem umowy o pracę.

W dorosłym życiu zrobiło się jakby ciaśniej. Literatura wciąż się w nim mieści, ale nie rozpiera się na kanapie jak dawniej, raczej przycupnęła półdupkiem na taborecie w rogu.

Dziś nie umiałabym powiedzieć, jaki jest mój ulubiony autor, styl czy gatunek. Nawet z ulubioną książką mam problem (choć Paragraf 22 zawsze krąży blisko podium).

Czytanie nadal jest przyjemnością, ale czasem wpadam w popłoch, że czytam za wolno albo nie to, co trzeba. Że na te najwspanialsze pozycje nie wystarczy mi czasu. Że nie znam tego i tamtego, że przecież każdy czytał Annę Kareninę itd. Czytam panicznie, zachłannie, po pięć książek naraz. Czasem po miesiącu nie pamiętam treści.

Ostatnio wpadłam na Orbitowskiego (czytanie żyjących polskich pisarzy - nie licząc Chmielewskiej - to dla mnie nowe, ciekawe terytorium), który na swoim blogu obśmiewa ludzi tłumaczących się z braku czasu na czytanie.

Jeśli się tłumaczę, to głównie sama przed sobą. Zresztą Orbitowski też pisze (narzeka, tłumaczy się?), że ma czasu na czytanie znacznie mniej niż w młodości. Poleca metodę czytelniczą - wieczorem otworzyć naraz piwo i książkę, czytać, dopóki się flaszka nie skończy.

Ja póki co nie znalazłam metody niż ta, którą uprawiam od lat - czytać, co mi wpadnie w ręce i drżeć, że na najlepsze nie wystarczy czasu.

 

Leave a Reply