Nie mogę się cieszyć tym, co mam, bo coś lepszego właśnie mnie omija

with Brak komentarzy

Pisałam wczoraj o emocjach na pożegnalnym koncercie Heya.

Poza nostalgią za przeszłością i radością z uczestniczenia w fajnym wydarzeniu, odczuwałam coś jeszcze: żal za tym, co mnie ominęło.

 

Doba z gumy. Coś lepszego mnie omija - zamyślona dziewczyna na tle zieleni

Parę tygodni wcześniej na tej samej hali Torwaru wystąpił Nick Cave, którego ubóstwiam. Funkcjonując na co dzień poza strumieniem informacji, przegapiłam to wydarzenie.

I żyłabym sobie dalej w słodkiej niewiedzy, gdyby nie entuzjastyczne relacje znajomych i nieznajomych sypiące się na fejsie: „najlepszy koncert ever!”, „przeżycie stulecia!”, „magia!” okraszone zdjęciami i filmikami z epickich, wzruszających momentów.

Natychmiast zaczęłam żałować, że mnie tam nie było. Przegrzebałam Youtube w poszukiwaniu kolejnych nagrań z koncertu - cała sala śpiewająca „Into my arms”, Nick bratający się z publicznością. Żal spuchł jak wrzód. Kiedy wkroczyłam na Torwar, osiągnął apogeum.

Żeby się dobić, masochistycznie wypytywałam znajomych, którzy przyszli z nami, a wcześniej byli też na Cave’ie, jak było. A potem, stojąc w tłumie i rozpamiętując swoją stratę, przypomniałam sobie artykuł, który niedawno wpadł mi w ręce.

Autor, Mark Manson, opisując dręczący mnie syndrom, trafia w punkt. Nazywa go Fear of missing out (Strach przed przegapieniem) - w skrócie FOMO i twierdzi, że w czasach zalewu kolorowych zdjęć w sieci, wielu pada jego ofiarą, z nim samym na czele. Uff, więc nie jestem sama?

Zdaniem Mansona, kiedy pozostajesz pod wpływem FOMO, nie napędza Cię radość z tego, co właśnie przeżywasz, ale strach przed tym, że coś lepszego właśnie Cię omija.

On sam doświadczał tego głównie w kontekście podróżowania - tyle jest wspaniałych miejsc, w których mnie jeszcze nie było, co to za piękne zdjęcie na Instagramie znajomego, muszę natychmiast tam pojechać, teraz, od razu! (nie powiem, żeby nie było mi to znane uczucie).

Ale FOMO może dotyczyć każdej dziedziny życia.

Imprez (wszyscy dookoła na pewno bawią się lepiej niż ja), znajomych (tamta to ma super paczkę, z którą może się wygłupiać i świetnie spędzać czas, a nasze spotkania takie sztywne), jedzenia (wybrałem coś z karty - wyglądało smakowicie, ale gość przy sąsiednim stoliku na pewno ma lepsze), pracy (on to ma ciekawą robotę, robi karierę, zarabia kasę, a ja nie wykorzystuję swojego potencjału) itp itd.

Ten strach skutecznie blokuje przed głębszym doświadczaniem życia, sprawia, że poruszamy się po powierzchni, w nieustającym pędzie za czymś lepszym, co czeka tuż za rogiem. Problem w tym, że zawsze znajdzie się coś lepszego, ciekawszego, bardziej atrakcyjnego. Wrażenie to skutecznie podbijają stylizowane, fotoszopowane zdjęcia pięknych miejsc, potraw i roześmianych ludzi, które przewijają się codziennie przed naszymi oczami.

Tylko że życie, jak podsumowuje Manson, to nie lista przeżyć i miejsc do odhaczenia, z której ktoś nas pod koniec rozliczy. W życiu chodzi o coś zupełnie innego. Tylko o co?

Australijska pielęgniarka paliatywna, której wspomnienia „Czego najbardziej żałują umierający” robiły w zeszłym roku furorę w sieci (ja też o niej pisałam) twierdzi, że na szczycie tej listy jest: „Żałuję, że nie miałem więcej odwagi, by żyć zgodnie ze sobą, a nie z oczekiwaniami innych ludzi”. Pełna lista żalów do zobaczenia tutaj.

Do podobnych wniosków doszli naukowcy z Harvardu po trwających 75 lat (!) badaniach nad źródłami ludzkiego szczęścia. Opis wyników badań do przeczytania tutaj.

Zdradzę, że nie ma tam nic o przegapieniu najlepszego koncertu Nicka Cave.

Leave a Reply