„Lot nad kukułczym gniazdem”, gnijąca dynia i Pan Kanapka

with 4 komentarze

Szarobury poranek, wczorajszy film i łyk piwa do poduszki nie pomogły w porannym wstawaniu i powitaniu słońca (jakiego słońca?!).

Ledwie się dowlekłam nieprzytomnie do kuchni, nastawić kawę, a już wytrzeszczyła się na mnie dynia, płomiennie pomarańczowy wyrzut sumienia.

Brak czasu na jedzenie: gnijąca dynia

Łypała pleśniejącym oczkiem, które od wczoraj wyraźnie się powiększyło, a jej pełen pretensji wzrok mówił: ‘dlaczego nie jestem pyszną, pożywną zupą sezonową, tylko od weekendu gniję na blacie?’

Gdybym miała być względem dyni uczciwa, odpowiedź brzmiałaby „Bo nie miałam cebuli, marchewki i ziemniaków, a w „Książkach” napisali, że „Lot nad kukułczym gniazdem” to bardzo dobry film. Po tylu latach już prawie nie pamiętałam, więc musiałam sprawdzić.”

Pisałam ostatnio o najbardziej wyszczerbionym fragmencie mojego koła życia, którym jest zdrowie i aktywność fizyczna. W pojemnej tej dziedzinie zawiera się również aprowizacja i żywienie, które to u nas kuleją koncertowo.

Zdarzało nam się już wpadać w ciąg zdrowego jedzenia i przygotowywania posiłków do pracy, ale ostatnia przeprowadzka, po której przez ponad pół roku mieszkaliśmy bez kompletnej kuchni, zupełnie wytrąciła nas z równowagi. I choć kuchnia już działa bez zarzutu od wielu miesięcy, my nadal nie wróciliśmy do rutyny.

Robimy zakupy i gotujemy wyrywkowo, bez planu, ładu i składu. Nie układamy posiłków na cały tydzień, a potem nie mamy czasu ani chęci iść do sklepu. Finał jest taki, że nawet jak w przypływie entuzjazmu kupię dynię, to nie mam z czym jej ugotować i kolejny raz jestem skazana na plastikowe danie od Pana Kanapki.

Bardzo jestem ciekawa, jak to u Ciebie wygląda, mój Czytelniku drogi. Gotujesz regularnie? Jesteś zadowolony z tego, co jesz? Z dobrych źródeł wiem, że tacy ludzie gdzieś tam w świecie istnieją. Jeśli jesteś jednym z nich, jako kulinarno-organizacyjna analfabetka, będę wdzięczna za każdą podpowiedź i wskazówkę, jak Ci się to udaje.

 

4 Responses

  1. Bea Chiara
    | Odpowiedz

    Olga:)) jak ty pięknie piszesz…nawet o pleśniejącej dyni! 😀 Stan,który opisujesz towarzyszył mi większość życia, ostatnio jednak wzięłam się za siebie i już wiem,że receptą jest plan i konsekwencja.Nie ma innej rady.Jak nie zadbam o jedzenie na następny dzień czyli nie zajrzę do lodówki,nie zrobię odpowiednich zakupów,ba! zakupy nawet może i są ale jak nie ma z nich zrobionego dania to w porze głodu i tak rzucam się na rogalik maślany lub kawę z ciastkiem z pobliskiego sklepu.Lub głoduję do późnego wieczora 😉 Pomaga wiedza o ogniu trawiennym,który jest podstawą naszego zdrowia (zajrzyj co mówi na ten temat Auyrveda).

    Co do dyni to ostatni,to wystarczy Ci piekarnik 🙂 Dynia jest genialna po prostu girllowana,do tego gotujesz kaszę,najlepiej jakąś ulubioną. Możesz też zrobić puree z dyni i potem użyć go zupy,ciast itd. Jeśli dynia gnije to trzeba ją jak najszybciej zużyć>>> o ile masz zamrażalnik,wystarczy ją obrać,pokroic w kostkę i pozamrażać w porcjach w woreczkach.Potem tylko gotujesz bulion,wrzucasz taką rozmrożona dynię,miksujesz,doprawiasz i zupa gotowa ;)))

    ja też korzystam z kwestii smaku>> wchodze i wpisuje w wyszukiwarkę np,dynia,i wybieram co mi się podoba ( i na co mam składniki;)
    Ostatnio robiłam tą zupę ,jest błyskawiczna(kup tylko liście z jarmużu,je też można mrozić) https://www.kwestiasmaku.com/przepis/weganska-zupa-curry-z-jarmuzem
    Polecam też to curry (dynię można spokojnie zastępować batatami) https://www.kwestiasmaku.com/przepis/tajskie-curry-z-ciecierzyca-dynia-i-szpinakiem

    Świetne przepisy są też tu http://www.jadlonomia.com/

    Najlepszy sposób to robić od razu większą porcję,wtedy masz obiad na 2-3 dni i nie musisz gotować codziennie.Świetnie sprawdzają się tak zupy,zawsze starczają na dłużej,można je też zawekować w słoikach( wlewasz gorącą zupę do słoika,zakręcasz i odwracasz do góry dnem do ostygnięcia,potem trzymasz w lodówce i obiad jak znalazł :). Powodzenia! :*

    • Olga
      | Odpowiedz

      Dziękuję Bea za połechtanie mej próżności 🙂 Dajesz mi nadzieję, że można przejść drogę od kompletnego braku zorganizowania w kwestii żywienia i ćwiczeń (maślany rogalik – brzmi znajomo! 😀 ) do osiągnięcia harmonii w obu tych dziedzinach. dzięki za masę praktycznych wskazówek, na pewno skorzystam. Biegnę do mojej dyni! 🙂 ps na widok przepisu na wegańską zupę curry dostałam ślinotoku, jest następna w kolejce! Buziaki!!

  2. Marta
    | Odpowiedz

    Po pierwse: http://www.kwestiasmaku.com – łatwe przepisy z których powstaje „fancy” obiad. Nagle okazuje się, że potrafisz przygotować niecodzienne, smaczne i ładnie wyglądające danie bez spędzania długich godzin nad garami i bez zaglądania do wikipedii po przeczytaniu listy składników. Niektóre dania da się niemal zrobić w czasie gotowania makaronu!

    Po drugie: piekarnik – mieszasz wszystko w 15 minut, wkładasz na blachę lub do foremki i do pieca na pół godziny, a Ty masz czas żeby poczytać książkę / ogarnąć na szybko mieszkanie / popatrzeć za okno – w zależności od potrzeb i nastroju 🙂

    Po trzecie: planowanie – rozpisujesz menu na tydzień (albo chociaż na 3 dni), robisz zakupy i realizujesz plan. 🙂 Jedzenie przestaje pleśnieć w lodówce (oszczędność pieniędzy i środowiska), przestajesz kupować plastikowe jedzenie na wynos, jesz regularnie… no same plusy. Zdaje się, że http://www.Plannerka.com ma bloczek i know-how, który takie planowanie ułatwia.

    Po czwarte: wyznaczasz jeden dzień w tygodniu na duże zakupy, dzięki temu nie marnujesz czasu na bieganie do sklepu każdego dnia. No i jeszcze tesco e-zakupy – 15 minut przed komputerem i na następny dzień Pan Tesco przynosi Ci wszystkie produkty pod drzwi. No żyć, nie umierać 🙂

    • Olga
      | Odpowiedz

      Jeeej, dzięki Marta!! Chyba wydrukuję Twój komentarz i powieszę na lodówce <3

Leave a Reply